KOCURY
KOTKI
KASTRATY
KOCIĘTA
W NOWYCH DOMACH
GALERIA
POŻEGNANIE
LINKI
KONTAKT



Gaston Agiraj*PL
13.03.2009r - 06.04.2012r
MCO n
HCM gen - MyBPC3 (A31P) - rodzice N/N
HCM (echo) - prawidłowe (7.05.2011r.)

Miesiąc temu skończył 3 lata….

        Zakochałam się w Gastonie w dniu jego narodzin. Był najmniejszy, drobniutki, 
jak maleńki okruszek ale bardzo walczył o życie i wygrał.
 
Obserwowałam Go od momentu urodzenia, jak pięknie się rozwijał. 
Niestety
nie mogłam mieć wtedy trzeciego kota. Czułam smutek, że pojedzie do innego domu 
i ktoś inny będzie Go przytulał. Ale los miał inne plany i pozwolił by u mnie zamieszkał….
Dlaczego te plany teraz zmienił ? Dlaczego uznał, że już dość się Nim nacieszyłam ? 
Dlaczego Go zabrał?  Był taki kochany… był ….
 

 Był kotem o nieprzeciętnym charakterze, nie wiedzącym absolutnie co to agresja,
bardzo proludzkim, pogodnym, przyjaznym i ciepłym w stosunkach z człowiekiem i innymi kotami.
 Nigdy nie używał pazurków, nie wyrażał złości.  Nawet lekarz i bolesne zabiegi
nie były w stanie naruszyć Jego spokoju i stosunku do człowieka.
 Uwielbiałam na Niego patrzeć, bo był czarnym kotem i zdjęcia nigdy nie oddawały Jego piękna,
 trudno było dostrzec to, co ja widziałam. Miał przepiękną głowę i niesamowicie gęste,
 aksamitne,  cudowne jak jedwab futro. Mega długi ogon falował gdy chodził.        
Bardzo lubił mizianki,  w nocy układał się na mnie - z głową wtuloną w moją szyję.
Przez całe krótkie życie zachowywał się jak małe kociątko –
uwielbiał zabawy i szaleńcze bieganie, mordowanie myszek, warczenie i szczekanie na ptaki.
 Zabawa sprawiała mu ogromną radość.
Strasznie trudno napisać co się czuje gdy odchodzi Przyjaciel – taki Przyjaciel - bo jak opisać bezsilność,
 smutek, tęsknotę i wreszcie żal – dlaczego to właśnie On … 
zdążył przeżyć tylko 3 lata, miał przed sobą całe życie.

Zasnął w ciszy …. Został ból i smutek…. 
Tak bardzo Go kochałam …. Zabrał na zawsze część mojego serca 
….






Anadavo A'Flash Gordon
23.06.2007r. - 16.06.2014r
MCO d22

Gordon to była moja miłość do rudego koloru. Gdy go zobaczyłam bardzo chciałam by z nami zamieszkał.
Przyjechał i rozkochał nas w sobie natychmiast. Był niesamowicie miziastym, rozmruczanym basowo,
rozkosznym maluchem. Niestety bardzo ciężko chorował od 4 miesiące życia i jego charakter szybko się zmienił
ale kochać go nie można było przestać.
Wiele razem przeszliśmy co sprawiło, że byłam niesamowicie silnie z nim związana.
Był cudnym, masywnym kocurkiem o płomienno rudym kolorze, z grubymi silnymi łapami.  
Niestety choroba zabrała go za szybko, choć i tak żył dłużej niż prognozowali lekarze po operacji 6 lat temu.
Teraz biega już bez bólu, bez swoich dolegliwości. Jest na pewno szczęśliwy, spotkał tam już na pewno Gastona...
Żegnaj moje rude słoneczko ....























stat4u